poniedziałek, 29 marca 2010

Chodz na deskorolke.

Siema Rapy i Pancury takze do tych ktorzy zamulaja przy kompie ogladajac biedne amerykanskie esfały, sprawdzcie czasem co sie dzieje na miejscowkach, yagielon peka pod oporem skejtow, pomnik sie sypie od kocich sztuczek max, na lidlu luzny klimat i partyje w sk8 or dice. Ogolem to pomnik jest nieco zmodernizowany jest nowy gap i murek tyle ze jeszcze nie dorobili tam chodnika ale warto wspomniec, wiec rusz sie tam dzieciak. piateczka

niedziela, 7 marca 2010

Złe informacje

Nie cóż, jak wiadomo nie może być cały czas cukierkowo.

Jak donosi http://deskorolka.org/ Modelarnia lub jak kto woli Freedom Skatepark Gdańsk została ZAMKNIĘTA do odwołania, czyli przysłowiowy chuj wi do kiedy. Co i jak dokładnie dowiadywać można się na wyżej wymienionej stronie. Nie żebym wierzył, że akurat wszyscy chcieli sie rzucać do Gdańska ale piszę o tym na wszelki wypadek jakby jakiś Żyła z ekipą był zmęczony zimą i chciał przyjechać pojeździć.

Pozostaje tylko wypatrywac wiosny! Nie poddawać się, jeździć! Elo!

wtorek, 2 marca 2010

niedziela, 28 lutego 2010

Odmuła

Pacewa zanudza Gdańskiem tymczasem w suchym juz prawie Elblągu zaczyna sie jezdzic! Ja od 2 dni juz normalnie jeżdze, trzeba troche ogarnac miejscowki po zimie, sprawdzic nowa miejscowke na Fałata i jezdzic, jezdzic, jezdzic! Ogolnie jak szedlem na deske to zobaczylem ze zardzewialy mi montazowki, bywa i tak. W marcu mozecie sie juz spodziewac drugiego filmu z serii "Lato, marzec" maksymalnie pojebanego na poryciu. Zapewne przestaliscie odwiedzac bloga, wcale sie nie dziwie. Powoli odmulamy wiec sprawdzaj czesciej pozdro i "na kolana psie".

piątek, 5 lutego 2010

Gdańsk...? Ehh... Nudne się to robi ale cóż...

Kto by się spodziewał. Gdańsk. Ale nie ma co się w sumie dziwić tylko w Gdańsku niestety jest kryty skatepark w okolicach naszego pięknego Elbląga.

I jak co tydzień chyba tak i teraz w niedzielę Żyła zabiera się na Modelarnie/Freedom Skatepark pojeździć z Bąkiem i innymi, którzy nie są jeszcze oficjalnie znani.

Ludzie! Ferie się kończą! Czas się ruszyć! Zapraszam do Gdańska na deskę! Na prawdę warto!

niedziela, 24 stycznia 2010

Elbląg w Gdańsku, czyli lody o smaku piwa.

Jako że zima nie daje zbyt wielu możliwości rozwoju na desce, a skejci są raczej kreatywnymi istotami postanowiliśmy dać ujście naszym twórczym zapędom w dziedzinie nieco mniej deskorolkowej ale nie tak znowu od niej odległej. Sprowdziłem więc do swojego labolatorium w Gdańsku przy ulicy Zakopiańskiej 16 dwóch wybitnych ekspertów prosto z Elbląga.

Intensywne narady trwały niemalże całą noc i uzgodniliśmy żeby wykorzystać warunki panujące za oknem.

Nasz twórczy szał zaowocował uzyskaniem około godziny 23 produktu, który miał zrewolucjonizować  świat! Uzyskane zostały LODY O SMAKU PIWA!

Jako że nie jesteśmy ani trochę pazerni, nasze osiągnięcia przekazujemy światu!

Sposób przyrządzenia:

Butelkę piwa(My użyliśmy Żywca) zostawić na niemalże 20 stopniowym mrozie na kilka godzin.

Następnie butelke rozbić(najlepiej nad jakąś miską i do bicia polecam młotek).

Jako że konsystencja tegoż piwa nie będzie mrożonką tylko taką zamarzniętą pianą to "spłynie" do miski.

Polecam jeść lyżką uważając na drobiny szkła w środku. Aczkolwiek nadają one charakterystycznego "ostrego"smaku.

Smacznego!

Przy okazji dodam, że jest to o tyle rewolucyjny wynalazek, że piwo nie traci swoich wartości.

 Szanowni bliźniaczy eksperci z Elbląga podczas długotrwałych i intensywnych narad produkcyjnych. fot. Krzysztof Pacewski

Szanowni bliźniaczy eksperci następnego dnia przepełnieni dumą po wynalazku godnym nobla. Fot. Krzysztof Pacewski.

P.S. Trwają pertraktacje z Matką Naturą. Naszym celem na następny tydzien stały sie lody o smaku wódki ale na zewnątrz jest wciąż zbyt ciepło i biedni nie możemy sie rozwijać.

Elo!

piątek, 25 grudnia 2009

Zyczenia!



No ludziska! Wesolych swiat! Zajawkowych prezentow i poteznego obzarstwa!
Solidnego Sylwestra! I wlasnych wspomnien z niego, a nie potem sluchania caly nowy rok opowiesci innych czego to sie nie zrobilo.
Chociaz... Jak szalec to szalec!
No i na koniec ostro skejtowego nowego roku 2010!!
Dobrych ocen tym nieco mlodszym, tym ciut starszym zdanej matury, a najstarszym niewylecenia ze studiow i dobrej pracy! Ale przede wszystkim duzo czasu i zajawki na deske!
Elo!
Czas spac...

niedziela, 13 grudnia 2009

Tour do domu i spowrotem...

Właśnie wróciłem z jednego z dziwniejszych wyjazdów na jakich byłem.

A na prawde byłem na kilku!

Jakoś parę dni temu podbił do mnie Boryna czy nie chciałoby mi się jechać do Gdańska w niedzielę, bo jadą i w swoim niebieskim ( jak się później okazało) kontuzjowozie mają dwa wolne miejsca. Ja jako, że byłem akurat w Elblągu na weekend i wiedziałem do Gdańska będę dopiero wracał w poniedziałek stwierdziłem, że spoko.

Od razy po rozłaczeniu się zaczałem myśleć kto jeszcze może jechać. Nie będę tu nikogo publicznie wymieniał ale najpierw zadzwoniłem do ziomka 1. On stwierdził, że nie wie, że może, że zobaczy...

Znając taką odpowiedz i prawdopodobieństwo, że po jej udzieleniu ziomek 1 pojedzie, zadzwoniłem po ziomka 2, króla chillu. Ziomek 2 udzielił odpowiedzi niemalże identycznej ale przezornie zmienił kolejność wyrażania swojej niepewności.

W tym momencie zostawiłem sprawę na wypadek jakby któryś jednak odmulił.

Dzień przed wyjazdem, nie mając żadnych sygnałów odmulenia wcześniej wspomnianych ziomków, zapytałem Żyły co on na to. Tenże bez pierdolenia odparł, wymienione już wyżej "spoko".

Ale Żyła dobre serce zadbał o ziomków i skołował drugi samochód i zdecydował się jechać z Bońkiem i naszym elbląskim mikrym królem zamuły. A na miejsce Żyły do braniewskiego kontuzjomobilu miał zasiąść ziomek 3. Ziomek 3 swoim znanym doskonale wszystkim zwyczajem zachlał wraz z ziomkiem 4 i 5 i jak dzwoniłem po niego rano jeszcze brzmiał jak najebany... Ciekawe o kim mowa...? (Jak wiesz wyślij smsa w treści wpisując imię i nazwisko osoby na numer 6969)

Więc mając już ustalony skład na wyjazd pojechaliśmy... To jest ja pojechałem z braniewszczakami, Zyła i spółka czekała na samochód bo coś go nie było.

Całą drogę leciało rapidło ale to z tych porządnych także nawet moje rockowe uszy się cieszyły

Jak dojechaliśmy do Gdańska zastanawialiśmy się Modelarnia/Freedom Skatepark czy może skejtplaża. Padający śnieg nieco pomógł nam zadecydować.

Zapłaciliśmy kulturalnie 8 za wjazd na skatepark i zaczeliśmy śmigać. Ja szybko stwierdziłem, że moja kostka jednak ma decydujący głos w debacie jeździć/ nie jeździć. A ona była stanowczo przeciw.

A reprezentacja Braniewa ostro szalała. Chłopaki pokisili po noseslidzie na potężnym murasie w dół i boardzie na jeszcze potężniejszej rurze w dół. No i mnóstwo pomniejszych rzeczy ale równie godnych zauważenia. A ja jestem hejter i nie chce mi się pisać. Może jak dostanę materiał video z wyjazdu to coś z tego zrobie i wrzucę na www.elbinghetto.blogspot.com. Z dużym naciskiem na owo "może".

Jak szaleństwo ustało dotarła reprezentacja Gdańska, Pruszcza no i najważniejsze Elbląga.

Zrobił się tłum i mimo że dalej padało sporo kozak sztuczek nie dowiecie się jakie. Chyba, że znajdzie się to na relacji video. Jeżeli owa powstanie.

Potem padł pomysł żeby jednak odwiedzić Przymorze i skateplazę.

W drodzę na nią snięg chciał nam powiedzieć, że to zły pomysł, ale my wiedzieliśmy swoje.

Na miejscu okazało się, że moja kostka dalej ma obiekcje co do jeżdżenia w moim wydaniu. Więc chwyciłem się za kamierę. Okazało się również, że Baaaaaarola boli lewa łydka prawe ucho prawy duży palec u nogi trzecie żebro ucho środkowe i lewe jądro. Czy jakoś tak. Boryna natomiast został anatomicznym cudem odkrywając, że nie ma krzyża. Serio! Boniek dość szybko uporał się z brakiem przeciwwskazań do jeżdżenia i połamał kingpina i tylko Żyła jeździł non stop jak dziki. A Mikrus jak wiadomo siedział i patrzył jak jeżdżą inni. Mimo że byliśmy tylko my. Ot taka to już zajawka właśnie.

Jak padła kamera skład braniewski stwierdził, że koniec na dziś. Zachaczyliśmy tylko o mcdonald'sa i w śniegu podążaliśmy na wschód obierając jako azymut Elbląg. Jak Żyły i Bońki-nie wiem.

Mimo że był to najdłuższy z wyjazdów na jakim byłem(wyjechaliśmy na jesieni wróciliśmy zimą) to nie zrobił on już na mnie takiego wrażenia niestety jak pierwszy wyjazd do Gdańska. Nie ma to oczywiście żadnego związku z tym, że będę tam też jutro. I pojutrze. I popojutrze też.

I na koniec wielkie podziękowanie z mojej strony dla Boryny za to że nie zapomniał o mnie i przede wszystkim dla jego tatuśka.  Za transport i za cheeseburgera. Elo!

Zamuły niech żalują!

I mam nadzieję, że już niedługo na blogu pojawi się videorelacja.

Jeździć!

środa, 9 grudnia 2009

Powiew świeżości?

Elo!

Już prawie dwa miesiące minęły od ostatniego posta! Skandal!

Szczerze, jestem zdziwiony, bo myślałem, że Guterman coś jednak spłodzi ale widzę, że jego zamuła przerasta nawet moje prognozy! Ale może to i dobrze bo powrzucałby jakieś kompromitujące materiały... Pewnie i tak nic straconego bo dorzuci jak przeczyta tego posta.

Ok. Tyle słowem wstępu.

W ostatni weekend był u mnie, w Gdańsku, Gutecki w celu zmelanżowania się.

Ale wszyscy po których dzwoniliśmy zamulili tak że nawet Igor był w szoku, że tak mozna w piątkowy wieczór! (Jeżeli ktoś się czuje w tym momencie urażony, że nie dostał telefonu, a akurat mogł być to sorry i niech da znać to nadrobimy to niedociągnięcie)

Więc plan na wieczór został na prędce opracowany: po dwa piwka u mnie i w miasto! Ale będąc u mnie oczywiście odpaliliśmy SV, potem drugie i tak się zasiedzieliśmy, że już nie było sensu nigdzie iść... Mniejsza o to.

Jako że sobota nie nosiła miana "dnia następnego" obudzilismy się świeży i wypoczęci. Więc zajarani max stwierdziliśmy, że pojeździć trza. Pojechaliśmy na Modelarnie/Freedom Skatepark.

Na miejscu byliśmy koło 11, pięknie weszliśmy do środka i szok nikogo nie ma. Nawet ziomka od zbierania mamony... Deczko zmieszani postukaliśmy deskami pokrzyczeli "hop hop jest tu kto?!" i stwierdziliśmy że jeździmy.

Położyliśmy odliczone 16,- na biureczku i zaczeliśmy katać...

W międzyczasie przyszedł ziomek od parku, wziął $, wydał Gutkowi Kartę Klienta Skateparku, potem dotarli jacyś rowerzyści rolkarze i fotograf, który stwierdził, że wielki i chudy Gutek nadaje się tylko i wyłącznie na statyw i kazał mu trzymac lampę błyskową podczas gdy on obfotografowywał ziomków na rolkach i rowerze.

koło 14 zgłodnieliśmy i Gutecki przypomniał sobie, że miał sobie Nervową czapkę kupić bo mu pizga w lysy baniacz. Więc poszliśmy do Wielkiego Młyna. Gutek zakupił upragnioną czapkę wydając przy tym caly swój chajs.

Wracając do domu zrobilismy zakupy na hotdogi i flachę na wieczór. Jeszcze w ramach promocji dostaliśmy kielona Nemiroff. A dwóch już nam dać nie chcieli...

W domu ogarneliśmy hot dogi(oczywiście przypaliliśmy bo i jakże), a jedząc oglądaliśmy Adidasa Korean Dance. Zrobiliśmy kanapki na drogę i dalej ruszylismy na Modelarnie/Freedom Park.

Tym razem byli już sami ludzie na deskach. Jeździliśmy chyba do 20.30. Każdy zrobił kilka fajnych triczków ale największa zajawka była na to, że w końcu mogłem sobie pojedzić

Padnięci i najeżdzeni zwineliśmy się do domu.

A w domu...

Shisha, wódka, browarki i Jean Claude Van Damme napierdalający szpagaty przenosząc się w czasie.

Koło północy jeszcze misja stacja Orlen, bo Gutka rak płuc głodował i wydał ta resztkę chajsu odłożoną na bilet do domu.

Następnego dnia nie byliśmy już tak świeży i wypoczęci ale i tak było dobrze.

Jako że Gutowski budżet prezentował się biednie odpadła opcja Modelarnia/Freedom. Więc dalej spragnieni deskorolkowania pojechalismy na Reala. Dobrze się jeździło ale trzeba się bylo szybko zwijać bo Igor do domciu musiał wracać. No i godzine jechaliśmy tramwajem spowrotem do mnie...

U mnie zjedliśmy i odeskortowałem Gutka na pociąg. Tyle.

Mam nadzieję, że następnym razem jak będzie taka akcja to w więcej osób ale i tak było zajebiście! Elo Guter!

A! I jeszcze na dowidzenia rada wujka Krzysia! Pamiętajcie! Uważajcie na chodniki! One się czają na skejtów! Mnie już dopadły! Ty możesz być następny! WATCH OUT!

-Koniec...



Gutek: wlasnie na tym chodniku łysy wykrecil sie na cyce idac do tramwaju polewa max (hahaha)

czwartek, 15 października 2009

Zagadka?

Zgadnij gdzie jest ta skromna miejscowka. Bylismy tam dzisiaj i musze powiedziec ze daje rade, najazd jest luzny, troche lisci no ale w koncu mamy jesien. Odjazd jak widac nie jest juz taki piekny ale tez daje rade. Elo

środa, 14 października 2009

ToNieMy

Na blogu stypa, na miejscowkach stypa... Miasto zalewa, zajawka kipi... wspomne tylko ze jest kryta miejscowka przy empiku pod kauflandem, wiec jakby ktos chcial pojezdzic... sprawdzcie jak radzi sobie Dave Bachinsky

czwartek, 24 września 2009

Gdańsk!?

Wczoraj byliśmy sobie z Jurasem w Gdańsku. Nie był to skate wyjazd z prawdziwego zdarzenia ALE deski były z nami, trochę pojeździliśy, a Juro miał na sobie koszulkę Elbinghetto, więc zdecydowałem, że można pisać o tym. Biorąc pod uwagę zastój na stronce tym bardziej.

Ustawiliśmy się o 8.30 na Jagiellonie i jakimś dziwnym cudem nikt z nas się nie spóźnił.

Po drodze Juro bawił się w swoja ulubioną zabawę czyli puszczanie muzyki i zmienianie piosenek co 10 sekund. Całe szczęście później wjechało radio co nie pozwalało tak szaleć!

Na pierwszy ogień poszedł Chrom. Chciałem kupić sobie bilety na Kult na Stoczni. Więc grzecznie zaparkowaliśmy, JESZCZE GRZECZNIEJ zapłaciliśmy za parking(1,00!! ROZBÓJ W BIAŁY DZIEŃ!) i poszliśmy do Wielkiego Młyna.

I teraz uwaga! Czas na radę z serii Złotych Rad Wujka Krzyśka. Wielki Młyn, a co za tym idzie Chrom i Nervous, jest otwarty od? 11!! A myślałem, że jak już od 10(a była 9.50 i ja byłem szczerze zdziwiony, że może być przed 10 bo przez ostatnie 4,5 miesiąca otwierałem oczy rano koło 10!!)

Pojechaliśmy do Galerii, ja zakupiłem wymarzone słuchawki do ipoda i zakupiliśmy jedzenie na później.

Kierunek Lekarz, a szczegóły wizyty lekarskiej mogę pominąć, każdy z Was i tak wie, że nie ma nic przyjemniejszego niż siedziec półtorej godziny u lekarza!

W międzyczasie spóźniłem się na ustawkę z monterem TP S.A. ale i tak założył mi telefon.

Jak już monter zadowolony ze swojej roboty sobie poszedł my zjedliśmy kozak pizze w wykonaniu mistrza kuchni Roberta!

Później szczęsliwi i najedzeni pojechaliśmy w miasto. Zakupiliśmy bilety na Kult i jako, że popadywało pojechaliśmy na Modelarnie/Freedom Park!

Na wjeździe okazało się, że mamy szczęście i ziomek w bramie nie pracuje tam na stałe i ma wyjebane także wjechaliśmy sobie samochodem pod same drzwi do parku z plakietką "Goście, Visitors" za przednia szybą!

Na modelarni pojeździliśmy sobie ze 2 godziny, poszło trików co nie miara i jeszcze więcej.

Zawineliśmy się jak już mieliśmy dość i wracając zajechaliśmy na cmentarz sowiecki. Kozak 3 schody. Tam pękła mi deska, a Juro gamoń zrobił ładniuśkiego frontflipa. Później wchodziły głupie zajawki w stylu skakanie synhroniczne ze schodów, które po kolejnym synhronicznym fronside'dzie na dupe się skończyło.

W drodze powrotnej Juro skminił żeby zajechać do Nowego Dworu. Tak też zrobiliśmy. Poświrowaliśmy pawiana na manualboxie i banku, pozjeżdżaliśmy na tyłku z quatera i zawineliśmy do domu.

No i to by było na tyle w kwestii Gdańska jak na wczoraj.

Zdjęc nie ma oczywiście bo jako dziecko fotografa zupełnie nie mam zajawki na robienie zdjęc. Także zostaje czytać te pierdoły. Elo!!

poniedziałek, 14 września 2009

Braniewo vol.? 666?

Dziś miał miejsce chyba najbardziej zorganizowany wyjazd od dłuższego czasu!

Koło 12 wpadł do mnie Clock zamówić czapkę i pozamulać na youtubie.

Potem weszła kmina, że idziemy na deskę. Na zerowej niemalże zajawie poszliśmy. W międzyczasie zadzwoniłem po Gwoździa, a Clock po Bogusia. 

Niedługo potem wszyscy byliśmy na pomniku. Jeździmy, jeździmy i nagle ktoś(Clocku?) wypalił, że może pojedziemy do Braniewa.
Ale jako, że nie miałem hajsu a reszta musiała deski podokręcać poszliśmy do mnie. Deski się skręciły, Clocku zrobił sobie kanapki i poszliśmy do mamamobilu Bogusia.

W międzyczasie okazało się, że bogusiowy sprzęt grający nie ma zamiaru współpracować ale to akurat mało istotne.

Braniewo!

Wchodzimy na park. Kata 2 ziomkow. Rozkładamy się i każdy przystępuje do katania paletóweczki.

Po pewnym czasie Clocku stwierdza, że się źle czuje(a mówiłem, że jak kanapka to tylko ze świniakiem a nie jakieś wegetariańskie dyrdymały!?) . Zaraz potem Gwoździu próbuje fakie b/s noseslide'a po czym jego kostka chciała sprawdzić jak giętka jest i się okazało, że zbyt mało. Reszte siedział razem z Clockiem.

Jakoś potem ziomki się na chwilę zawinęły, a w ich miejsce przyszedł Baaaaarol. I napierdzielał cały dzień crooksa jak zły.

Potem przychodziło jeszcze multum osób w różnej kolejności więc nie pamiętam.

Potem przyszedł Boryna i jego inward heelflip(który był tak na prawdę late frontfoot underheel'em). Później był Rubik i zamiast klaskać zamiatał czyściutkimi nosegrindami.

Później Boryna walnął kozak 360 flipa z wybitki, a my się zwineliśmy.

A w drodze powrotnej parowała szyba.

Tyle. O.

Nie wiem kiedy następnym razem gdzieś pojedziemy ale należy mieć się na baczności, nie znasz dnia ni godziny! Elo!

sobota, 12 września 2009

T-szerty REAKTYWACJA?

Ale numer w końcu jakiś post!!


Już od pewnego czasu dochodzą do mnie pytania o koszulki Elbinghetto.

Póki co nie ma ALE(!!) jako że wciąż cieszą się one dużym zainteresowaniem planowana jest jeszcze jedna seria.

Dla przypomnienia dodaję, że koszulki dostępne są w kolorach: CZARNYM i BIAŁYM, a rozmiarach S, M, L, XL, XXL(S-najmniejszy, XXL-największy, bo i o to zdarzają się pytania.)

Jeżeli ktoś byłby zainteresowany logiem Elbinghetto nie na koszulce, a na bluzie lub damskiej koszulce, czy każdym innym kawałku materiału JEST TO MOŻLIWE, tylko zapewne koszta się zmienią.

Koszulki mam nadzieję, że dalej będą po 30 PLN ALE(!!) może się okazać, że koszta wykonania wzrosły. A każdy wie co w praktyce to oznacza. Ale mam nadzieję, że będzie to nadal 30PLN.

Każdy kto jest zainteresowany proszę niech napisze do mnie na gg:5374222 jaki kolor rozmiar i ewentualnie ile sztuk. Nawet jeżeli mówiłeś/aś mi już 1.000.000 razy to i tak napisz bo mam sklerozę.

Nie ma sprzedaży na kredyt ani za 2,- "na zachęte". Elo! Tyle w temacie koszulek.

Ale ostatnio czytając komentarze na blogu naszły mnie pewne kminy. Oto i one.

Elbinghetto jest prowadzone przez ludzi jeżdżących na desce ale na blogu staramy się pisać o różnych rzeczach, jak, na ten nieszczęsny przykład, rowery.

Z drugiej strony nie piszemy reportaży z jednej z miliona partii niekończącego się S.K.A.T.E'a na pomniku i dlatego efekt jest jaki jest. Zamuła.

Mam nadzieję, że niedługo uda nam się gdzieś pojechać to i blog się odmuli.

I wydaje mi się, że roztrząsanie w komentarzach kwestii ile Gutek jeździ nie ma najmniejszego sensu. Chce to jeździ nie chce nie jeździ i myśle, że wszystkich poza samym Gutkiem mało powinno to obchodzić.

No! Elo! Dobranoc bo późno jest, a pojutrze do szkoły! Niektórzy.

poniedziałek, 7 września 2009

Demo Kipera vol2 (bike)

Choc przykro stwierdzić to bikerzy dużo więcej i montują od nas... Wstyd i hańba! No ale samo gadanie nic nie da! Trza sie wziąc za łeb i nagrywac!
Elo!
I jako dowód na twierdzenie ze bikerzy nagrywają wrzucam kolejne już demo Kipera(dobrą ma wenę na tytuły, co?).
Fajne triki i dobry montaż pod SKMWMP, pozdrowienia dla Żyły

niedziela, 16 sierpnia 2009

Nowy, stary montażyk

Kazdy z nas sie zamulil a ja z natury jestem taki ze zawsze musze rozkrecac towarzycho takze wrzucam montaz ktory zmontowalem z jakis smieci.

niedziela, 9 sierpnia 2009

Wakacyjna zamula!

Jako ze i ja i Gutek (choc wypadaloby wymianianie zaczac od Gutka) wybylismy na zachod to na blogu ZAMULA.


Ale ale! Chwilowa odmula.


Czas na anegdotke.


Ostatnio bylem w Austrii polazic po Alpach. I na koniec wyjazdu skierowalismy nasze kroki na Schönbichlerhörn (3134m.) I na szczycie byla skrzyneczka.

Oto owa "wyzej wymieniona skrzyneczka" I Elbinghetto! Fot. Katarzyna Iwosa.


W owej skrzyneczce byla karteczka. A obok olowek. W zasadzie to maly oloweczek.


I, jak kazdy kto dorwal przede mna owa karteczke, napisalem date skad jestem i sie podpisalem. Chcialem dopisac "ELBINGHETTO" ale stwierdzilem ze nie bede spamowal i dalem bratu kartke zeby i on sie podpisal i odniosl ja. Po czym jak wrzucil wyzej wymieniona karteczke do wyzej wymienionej skrzyneczki ja stwierdzilem ze "Kur... MUSZE!" i pobieglem(na ile oczywiscie bylo to tam mozliwe) i nasmarowalem na karteczce "ELBINGHETTO, ZIOOM!" Dumny z siebie wsadzilem ja w czelusci wyzej wyminionej skrzyneczki i z poczuciem zaliczonej misji zabralismy sie do, jak sie pozniej okazalo, strasznie meczacego zejscia.
Elo. Koniec anegdotki.

sobota, 25 lipca 2009

Kiper Demo (Bike)

Jak zapewne każdy z Was wie, tudzież się domyśla, w naszym elbląskim getcie wielu jest zajawkowiczów. A jako że każdą zajawkę należy szanować (nawet jeżeli ktoś błądzi w ciemnościach uważając, że rower jest najlepszy) wrzucam Kiperowe demo.Chłopak jak na Elbląg i nie tylko naprawdę nieźle radzi sobie z lataniem na tej kupie żelastwa z dwoma dużymi kołami. Elo! Enjoy!

Wakacyjny chill from Kacper Czechowicz on Vimeo.

poniedziałek, 20 lipca 2009

Night session!

Jakoś kilka dni temu, po zjedzeniu kozak kolacji wymyśliłem, że nie chce mi się w domu siedzieć. Także jak zwykle rozwiązanie na to było dość proste. Wziąłem brata pod pachę i poszedłem na pomnik.

W międzyczasie zadzwoniłem po Paszczaka żeby przyszedł na rolki bo zamula.

Chwilę pojeździłem samemu i dotarł Paszczak. Bez rolek jeszcze oczywiście. Powiedział, że idzie zjeść i będzie "zaraz ".

Jeden "zaraz" później i pojawił się Paszczak na rolkach. Kozak się jeździ po ciemnku na pomniku jak nie widać deski także padł pomysł "pójścia GDZIEŚ". Owym "gdzieś" po kilkuminutowej debacie okazała się Paszczaka chata. Poszedł po buty na przebranie i... Samochód!!

Była już 22 z groszami. 

Jak już mieliśmy jak dogodny transport na początek pojechaliśmy na Światowid poskakac ze schodów przed wejściem. Jak już to nam się znudziło wybraliśmy jako cel naszej podróży CARREFOUR!

W drodze na nasz cudowny hipermarket spotkaliśmy Łobana przemierzającego elbląskie ulice na swoim dzielnym różowym monocyklu.

Na parkingu Carrefoura skataliśmy schody i pojeździliśmy chwilę gdy przyjechało dwóch typa na skuterach. Dzięki nim wpadliśmy na pomysł, że można pojeździć za samochodem. Najpierw ja prowadziłem a Paszczak osiągał na rolkach prędkości jakich nie osiągnął od kiedy skończył trenować łyżwiarstwo szybkie (czy jak to się tam mądrze nazywa), potem on prowadził, a ja zostałem demonem prędkości.

Jakoś niedługo potem się zawineliśmy.

Było zajebiście! Miasto nocą to piękna sprawa. Ale trzeba się kiedyś ustawić w więcej osób i pojeździć po nocy. Każdy się tym jara ale nie każdemu było to dane! Elo!